Dane książki:
- ilość stron: 304
- okładka: miękka ze skrzydełkami
- wymiary: 129x195 mm
- ISBN: 978-83-62382-07-1
Klimatyczny - intrygujący - zabawny
Czy nawet najgorzej opłacany detektyw powinien podjąć się poszukiwania kota, który nikomu nie zaginął i którego nikt nigdy nie widział?
Jakkolwiek dziwnie to brzmi, przed takim właśnie dylematem staje pewnego dnia Bialas, były policjant, potomek polskich emigrantów na walijskiej wyspie Anglesey.
W tanich barach, wśród dymu cygar i oparów alkoholu, w świat Bialasa wkraczają ludzie z wyższych sfer: tajemnicza i bajecznie bogata hrabina, szwedzki finansista i aferzysta, masoni i członkowie wciąż działających zakonów rycerskich.
W tej książce każdy ma swoją trudną przeszłość, z którą musi się zmierzyć, o ile wystarczy mu odwagi. Nawet ośmioletni chłopiec, którego wychowała ulica nie jest tym, kim się wydaje. Rozwiązanie jednej zagadki stawia kolejne pytania, a każda następna odpowiedź, wbrew woli bohaterów, powoduje, że historia zatacza coraz szersze kręgi, aż po komandorię tajemniczego zakonu Prieuré de Sion, w której snują się zblazowane duchy sprzed wieków.
Co jest jawą, a co tylko wyobraźnią? Kto jest w tym świecie czarnym charakterem, a kto jego alter ego?
Nikt nigdy nie pozna prawdy. Chyba że potrafi wyrwać się z kręgu swoich lęków i fobii. Każdy potrzebuje swojego kota. Nawet gdyby i on okazał się jedną wielką iluzją.
Bialas, wielbiciel cygar i mocnych trunków, ma niezwykłą zdolność komentowania rzeczywistości w sposób ironiczny, niekiedy sarkastyczny, ale nigdy nudny. Daje się lubić już od pierwszej strony tej niezwykłej powieści.
Ten świat pochłania bez reszty, otacza, osacza i zmienia. Aby go poznać, musisz w sobie odnaleźć przewodnika.
Książkę polecają:









Qfant 2011, Piotr Dresler, 12 kwietnia 2011
Nigdy nie sądziłem, że po przeczytaniu jakiejś książki zabraknie mi słów, by ją opisać. Nie jestem typem erudyty, ale jeszcze nigdy nie zatkało mnie po lekturze żadnej powieści. Zdarzyło się kilka razy, że byłem pod tak dużym wrażeniem, że nie potrafiłem napisać recenzji, ale to bardzo sporadyczna sytuacja.
Tym bardziej byłem zaskoczony, gdy odłożyłem „Kota Syjonu” Jerzego A. Wlazło na półkę i usiadłem przed komputerem w celu napisania recenzji. Dwa dni siedziałem przed pustą kartką. Dwa dni! Teraz już wiem, co to znaczy cierpieć na niemoc twórczą.
Dawno nie miałem okazji czytać kryminału rodzimego autora, a już lekko zaczynały mi się przejadać powieści zagraniczne. Z tego uczucia braku sięgnąłem po „Kota Syjonu” – debiutancką powieść Jerzego A. Wlazło (który może być znany osobom z okolic Radomia – i nie tylko zresztą). Autor z zawodu jest dziennikarzem, czego odzwierciedlenie można znaleźć w głównym bohaterze o swojsko brzmiącym nazwisku Bialas. Zachowuje się momentami nie jak detektyw, ale jak rasowy dziennikarz, zadając wnikliwe pytania swoim rozmówcom. A może to detektywi zachowują się jak dziennikarze? A może po prostu dziennikarze i detektywi są ulepieni z tej samej gliny.
Akcja powieści rozgrywa się na walijskiej wyspie Anglesey i muszę powiedzieć, że jest to najdziwniejsza wyspa, jaką było dane mi poznać. Bo czy zdarzyło się wam kiedykolwiek spotkać ogrodnika, który odpowiada na anonse w gazecie, pomaga ogłoszeniodawcy w zrobieniu ogrodu jego marzeń, nie bierze ani centa za pracę i zaraz po jej wykonaniu znika bez słowa? Ja nie. A jest to najmniej dziwna z postaci powieści.
Sam Bialas jest nietuzinkowym bohaterem. Lekko Chandlerowski, cyniczny, ale z dużym poczuciem humoru, dzięki czemu powieść nabiera dużego kolorytu i sprawia, że czytelnik czerpie niemałą przyjemność z czytania. Bialas jest byłym policjantem zwolnionym ze służby po pewnej sprawie, o której powinniście się dowiedzieć z powieści – ja nie będę wam psuł przyjemności. Aktualnie jest prywatnym detektywem, którego chce wynająć hrabina Chattearstone w celu znalezienia dla niej idealnego… kota. Jednak nie to jest najdziwniejsze. Dziwne jest to, że wynajęła wcześniej innego detektywa, aby znalazł najlepszego detektywa zajmującego się poszukiwaniem ludzi, a potem ten następny detektyw został wynajęty, by odnaleźć kogoś takiego jak Bialas. Bardzo ciekawe podejście, nieprawdaż?
Powieść jest przepełniona tego typu abstrakcyjnymi sytuacjami i najlepiej jak odnajdziecie je sami. Wlazło popisał się tutaj świetnym łączeniem faktów i sprawił, że z pozoru niezwiązane ze sobą historie i wydarzenia tworzą spójną całość. Jak na debiutancką powieść, wyszło bardzo dobrze. Możliwe, że mamy do czynienia z początkiem serii o perypetiach detektywa Bialasa. Mam taką nadzieję.
„Kot Syjonu” ma „zaledwie” trzysta stron, więc nawet nie zauważymy, kiedy lektura dobiegnie końca. Jedyne co pozostaje po przeczytaniu epilogu, to mieć nadzieję, że Jerzy A. Wlazło nie spocznie na laurach i następna jego powieść będzie w podobnym klimacie.
Czy jest to kryminał w stylu noir? Ciężko mi to stwierdzić, tak rzadko miałem styczność z tym gatunkiem, że już prawie zapomniałem, czym się charakteryzuje. Jedno jest natomiast pewne – trzy słowa widniejące na okładce: „Klimatyczna, Intrygująca, Zabawna” nie są napisane nad wyrost. Powieść naprawdę taka jest. I ma miły polski akcent.
Warto przeznaczyć kilka chwil na lekturę „Kota Syjonu”, zwłaszcza jeśli chcemy się rozerwać i pogimnastykować umysł. Tu mamy zapewnione obie te czynności.
takijestswiat.blogspot.com, grudzień 2011
Czarny kryminał czy... ale może od początku czyli okładki, kojarzącej się jak najbardziej z sensacją z gatunku noir. Zdjęcie kobiety, oczywiście w tonacji czarno-białej, ukazujące tylko część twarzy, tak jakby zapowiadało już czekającą na czytelnika tajemnicę i tytuł w kolorze zielonym, przypominający kolorem kocie oczy, a i postać kota znalazła swoje miejsce na obwolucie. Klasycznie, początek jest źródłem historii, której znakiem rozpoznawczym staje się wieloznaczność. Już pierwsze strony przynoszą przedsmak tego co czeka czytającego w dalszej części. Jedno jest pewne, każde przypuszczenie będzie wielokrotnie wystawiane na próbę i wciąż będzie towarzyszyło nam uczucie, że następna strona obali to co założyliśmy chwilę wcześniej.
Pierwsze spotkanie z nową klientką daje detektywowi wiele materiałów do przemyśleń, sprawa, która zostaje mu zlecona jest co najmniej nietypowa, a i sama zleceniodawczyni także nie należy do osób spotykanych codziennie na ulicy. Zadanie jednak schodzi szybko na plan drugi, a może i nawet trzeci, bowiem ważniejsza okazuje się postać nowej chlebodawczyni, to ona skupia na siebie uwagę Bialasa. Kim jest naprawdę i co ukrywa jej przeszłość? Może zawartość pewnego starego kufra polskiego hrabiego odkryje rąbka tajemnicy zagadkowej arystokratki? Jednak nie dane jest detektywowi szybkie dotarcie do prawdy, kolejne zlecenia zajmują jego czas, a i duchy z jego własnej przeszłości dają o sobie znać. Często podczas czytania odczuwa się wrażenie, że prawda ma wiele masek, które są zakładane w zależności od sytuacji i osób biorących w niej udział.
Opowieść zawiera kilka wątków, wydających się nie związanych ze sobą, ale to tylko fasada, kryjąca wzajemne powiązania. Jednak nim czytelnik je odkryje, dane jest mu zapoznać się z plejadą nieszablonowych bohaterów, pełnych sprzeczności i skrywających niejedną tajemnicę. Osoba detektywa jest równie ciekawa jak jego klienci i doskonale wpisuje się w ramy kryminału noir. Autor wykreował fabułę, opierając się na klasycznych podstawach gatunku, jednocześnie przetwarzając je. W ten sposób uzyskał historię oryginalną, nie będącą powieleniem tego co już było.
Były policjant uwikłany w śmierć partnera, tajne stowarzyszenia, oszust wykorzystujący naiwność innych i emigranci, próbujący zbudować nowe życie z dala od ojczyzny. Wszystkie te elementy znalazły swoje miejsce w książce. Jednak myliłby się ten, kto uważałby, że wie jak potoczy się akcja. Klasykę można przedstawić na wiele sposobów, mniej lub bardziej udanie, lecz w tym wypadku historia nie ustępuje pierwowzorom w niczym, jednocześnie wychodząc poza ramy konwencji lub je poszerzając. W niektórych momentach ironiczna, w innych atmosfera jak z opowieści grozy, w następnych zawierająca nawiązania do polskiej historii, a łączy to wszystko suspens, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Dla lubiących kryminalne zagadki i niebanalne motywy "Kot Syjonu" będzie wspaniałą lekturą, która pozostawi niedosyt i chęć na więcej opowiadań z detektywem Bialasem i jego pomocnikami.
Autor: Kasia P
Data: 2011-12-03
Jedno jest pewne, każde przypuszczenie będzie wielokrotnie wystawiane na próbę i wciąż będzie towarzyszyło nam uczucie, że następna strona obali to co założyliśmy chwilę wcześniej. Myliłby się ten, kto uważałby, że wie jak potoczy się akcja. Klasykę można przedstawić na wiele sposobów, mniej lub bardziej udanie, lecz w tym wypadku historia nie ustępuje pierwowzorom w niczym, jednocześnie wychodząc poza ramy konwencji lub je poszerzając. W niektórych momentach ironiczna, w innych atmosfera jak z opowieści grozy, w następnych zawierająca nawiązania do polskiej historii, a łączy to wszystko suspens, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.