Dane książki:
- ilość stron: 400
- okładka: miękka ze skrzydełkami
- wymiary: 129x195
- ISBN: 978-83-62382-00-2
Istnieje skrywana legenda, która głosi, że jeszcze przed ukrzyżowaniem Jezusa Piłat rozkazał, by wykonano portret skazańca. Ten jedyny prawdziwy wizerunek Chrystusa przetrwał gdzieś przez wieki, dając nieśmiertelność tym, którzy mieli go na własność. Zakon Templariuszy przez stulecia trzymał tę informację w ścisłej tajemnicy.
Czy faktycznie Templariusze, w których posiadaniu soę znalazł, chronili go przed światem? A może właśnie chronili świat przed jego mocą? Albo woleli, by ludzie stracili go z oczu, ponieważ zamierzali wykorzystać wizerunek Chrystusa do własnych, tajemnych celów...
Jedno jest pewne, żądza posiadania tego starożytnego malowidła siała przez wieki - począwszy od średniowiecznych lochów Zakonu Templariuszy przez mury tajnych bractw, aż po sejfy współczesnych banków szwajcarskich oraz gabinety elit politycznych - jedynie śmierć i cierpienie.
Jaką tajemnicę skrywa starożytny portret...?
Książkę polecają:





Qfant, październik 2010
Relikwia, tajemnica strzeżona przez Zakon Templariuszy, grupka bohaterów uwikłana w intrygę... zaraz, zaraz, czy my tego nie znamy? A, i owszem, znamy bardzo dobrze, przecież to już było i to nie raz. Wystarczy wspomnieć o Danie Brownie i jego bestsellerowym Kodzie Leonarda da Vinci. Tego, co było potem, nie będę już wyminać. W zasadzie nie ma po co, bo książki Dana Browna i Przeklęty Zakon nie są z jednej mąki pieczone. Skarb Zakonu Templariuszy w powieści Craiga Smitha to zaledwie pretekst.
W dniu ukrzyżowania Jezusa Chrystusa powstał jego portret, namalowany na życzenie Poncjusza Piłata. Takim wydarzeniem Craig Smith otwiera książkę i od tej chwili akcja biegnie dwutorowo, a oba wątki wciąż się przeplatają. Po pierwszym torze pomknęły wydarzenia rozgrywające się w I wieku i skupiające uwagę na osobie Piłata, z wątkiem politycznym na czele. Jest to niezwykle intrygująca opowieść, w dużym stopniu zabarwiona psychologią pstaci. Torem drugim, poprzez czasy współczesne pomknęły... nie, nie - to nie jest właściwe słowo. Żeby oddać w odpowiedni sposób tę prędkość, należałoby wyobrazić sobie samolot rakietowy produkcji amerykańskiej, a następnie pomnożyć jego prędkość przez dwa - a to potrafi wcisnąć w fotel.
Kiedy wspominałam o pretekście, miałam na myśli, rzecz jasna, liczący sobie blisko dwa tysiące lat obraz - chodzi o to, żeby go ukraść i chodzi o to, żeby nie dać się złapać. Ale nie tak prędziutko - w tej powieści wszystko toczy się pod górkę. Sposób, w jaki komplikują się sprawy, ilość osób w to zamieszanych i pobudki, które nimi kierują... nie, nie ma czasu się nad tym głowić, bo akcja gna, pruje przed siebie na złamanie karku! A przy tym wszystkie elementy łączą się prześlicznie w spójną i logiczną całość.
W Przeklętym Zakonie jest kilka świetnych rzeczy, o których muszę wspomnieć: bardzo dobre dialogi, przejrzystość opisów - mocno oszczędnych, co w tym wypadku uważam za naprawdę duży plus, bo przecież chodzi tutaj głównie o akcję. A jeżeli już o niej mowa: wszelkie sceny napadów, pościgów i strzelanin są poprowadzone niezwykle sprawnie, a jest ich naprawdę bardzo dużo. To, że Craig Smith wyposażył bohaterów w kamizelki kuloodporne, wydaje się bardzo sensownym posunięciem, w przeciwnym wypadku już w jednej trzeciej powieści wszyscy byliby martwi. Bohaterowie bowiem, wcale nie są postaciami, których jakimś cudownym sposobem omijają kule, ale ludźmi z krwi i kości. Nie jest to jednak jeden z tych obrazów, gdzie bez przerwy powietrze rozrywa huk wystrzałów, a kule świszczą na prawo i lewo po to tylko, żeby było głośno. W Przeklętym Zakonie żaden strzał nie pada bez przyczyny.
W odniesieniu do tej powieści przychodzi mi do głowy jeszcze jedno określenie: wygoda czytania. To zasługa nie tylko sprawnej narracji Craiga Smitha, ale także wyglądu książki. Duża czcionka i przejrzystość stron, sprawiają, że podczas lektury dosłownie można usłyszeć furkot przewracanych kartek.
Tytul, okladka, oraz opis na niej zamieszczony, sugerują (składając obietnicę tym, którzy lubią tego rodzaju powieści, lub strasząc tych, którzy za nimi nie przepadają), że będziemy mieć do czynienia z próbą rozwikłania tajemnic, religijnymi spiskami, pytaniami dotyczącymi początków chrześcijaństwa, poszukiwaniem odpowiedzi i wyszarpywaniem faktów, które, być może, zostały w historii przed nami ukryte. Na próżno jednak doszukiwać się tego w powieści Craiga Smitha. Przeklęty Zakon jest przede wszystkim sensacją i to bardzo dobrą sensacją, a wątek religijny stanowi jedynie jej ubarwienie. Polecam tę powieść głównie miłośnikom pościgow i strzelanin, wartkiej akcji, gdzie spisek goni spisek, trup ściele się gęsto, bo jest o co walczyć i są powody, by kibicować bohaterom. A to wszystko w czysto bondowskim stylu.
moniczyta.blogspot.com, listopad 2011
Po sukcesie książek Dana Browna na rynku pojawiło się mnóstwo książek autorów, którzy chcą skubnąć trochę popularności Browna łącząc wątki sensacyjne z historycznymi. Naczytałąm się tego typu książek naprawdę wiele - większość jeśli mam być szczera - za żadne skarby świata nie zagości na tym blogu choćby ze względu na to, że moim zdaniem jest nic nie warta. Jeżeli chodzi o "Przeklęty Zakon" to biorąc pod uwagę moje mniej lub bardziej szczęśliwe przygody z tego typu literaturą podeszłam do książki z odrobiną sceptycyzmu. No dobrze , nie tylko z odrobiną :P.
Dzięki temu mogłam przeżyć naprawdę miłe rozczarowanie. Jedynym błędem jaki popełniłam było to, że książkę zaczęłam czytać wieczorem przez co zamiast oddać się we władanie Morfeuszowi spędziłam kilka naprawdę przyjemnych godzin śledząc losy Thomasa Malloya , Ethana i Kate oraz biblijnego celebryty - Poncjusza Piłata.
Akcja książki toczy się bowiem równolegle w 2006 roku w Szwajcarii oraz w 26 r n.e głównie na terenach Judei i Galilei. Oba wątki łączy jedno - jedyny i prawdziwy portret Jezusa Nazarejczyka. Już tradycyjnie nie będę rozpisywała się na temat treści, bo nie zamierzam psuć nikomu przyjemności płynącej z lektury.
Wspomnę jedynie, że w "Przeklętym Zakonie" znajdziecie wiele intryg i nagłych zwrotów akcji. Wydarzenia rozgrywające się w czasach współczesnych są bardzo dynamiczne. W tym momencie jest to zdecydowanie książka sensacyjna - dużo trupów, typowe czarne charaktery oraz złodzieje i były agent wywiadu, którego już od samego początku czytelnik darzy sympatią.
Wydarzenia, które toczą się w czasach rodem z Nowego Testamentu nie mają takiego tempa. Wszystko toczy się tam bardziej leniwie, a akcja skupia się zdecydowanie na politycznych intrygach Piłata i współczesnych mu postaci. Jednak takie przeplatanie się dwóch światów oraz nieustanne zmiany tempa akcji wcale czytelnikowi nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie - wydaje mi się , że to właśnie jest jedną z zalet tej książki. Owo przenoszenie czytelnika w czasy Poncjusza Piłata i Jezusa daje chwilę wytchnienia od pełnych energii wydarzeń w Szwajcarii.
Jeżeli chodzi o postacie to choć są powiedziałabym typowe dla tego rodzaju literatury, to zostały przez autora bardzo dobrze nakreślone. Są wyraziste i dokładnie takie jakich można spodziewać się w tego typu książce. Na uwagę zasługuje tu dość tajemnicza contessa de Medici, która pojawia się zawsze o właściwej porze i we właściwym miejscu :)
Podsumowując. Książka Craiga Smitha to naprawdę porządna lektura. Mimo, że autor sięga po dość popularne motywy (Święty Graal, Templariusze) to nadaje im dość świeży charakter powołując się na dość mało znaną teorię na temat skarbu Templariuszy. Polecam wszystkim miłośnikom powieści sensacyjnych z zagadką historyczną w tle.
Autor: moni
Data: 2011-11-30
W "Przeklętym Zakonie" znajdziecie wiele intryg i nagłych zwrotów akcji. Wydarzenia rozgrywające się w czasach współczesnych są bardzo dynamiczne. W tym momencie jest to zdecydowanie książka sensacyjna. Książka Craiga Smitha to naprawdę porządna lektura. Mimo, że autor sięga po dość popularne motywy (Święty Graal , Templariusze) to nadaje im świeży charakter powołując się na dość mało znaną teorię na temat skarbu Templariuszy. Polecam wszystkim miłośnikom powieści sensacyjnych z zagadką historyczną w tle.